Wprawdzie sanki zabrałem tylko na wabia dla Kuby, a jednak świetnie sprawdziły się w miejscach, gdzie błoto Błatniej zastąpił lód. Przez zdecydowaną większość trasy i tak musiał maszerować samodzielnie.

Pomysł na tę wycieczkę zrodził się naturalnie. Rok 2021 był tak zaniedbany w kwestii górskich wędrówek, że nazbierało się ich raptem kilka. U chłopaków pojawiło się wyraźne zmęczenie materiału, a u mnie góry w tym roku przegrywały sromotnie z działką, a ja z kontuzjami. Dość powiedzieć, że Kubie brakowało z końcem roku jeszcze kilku punktów do zaliczenia odznaki “W góry”, podczas gdy poprzednie zaliczał ze sporym zapasem.

W związku z zapowiadaną piękną pogodą pojawił się pomysł, żeby zaliczyć jeszcze jakąś niekoniecznie długą trasę i – ku mojemu zaskoczeniu – Kuby nie trzeba było w ogóle namawiać. Sanki, piękna pogoda i spodziewane po drodze słodkie “baterie” były tylko dodatkiem. Obaj mieliśmy ochotę na “męski” wypad w góry.

Niezbyt ośnieżony szlak

Przejrzałem różne swoje plany na trasy, żeby znaleźć coś niewymagającego, krótkiego, ale z widokami. I tak wiedziałem, że będzie ciężej, bo oprócz tego, że spakowałem nas obu do swojego plecaka, poza tym, że spodziewałem się go momentami wyciągać na górę na sankach, to miałem trochę nadprogramowych kilogramów. Pamiątka po niedawnych Świętach…

Wybór padł tym razem na Błatnią, żółtym szlakiem od strony Jaworza, przy czym podjechaliśmy jak daleko się dało, tj. na parking na końcu ulicy Wąwóz. Był to zresztą ostatni szlak na szczyt, którym jeszcze nigdy nie szedłem.

więc Kubie nie pozostało nic innego jak maszerować pod górę
Przykra, widok z siodła
Kuba na sankach
Po oblodzonym szlaku sanki gnał
Błatnia szczyt
Błatnia, szczyt
Widok ze szczytu Błatniej
Błątnia zimowe wejście
Schronisko PTTK na Błatniej
Schronisko PTTK na Błatniej
Schronisko PTTK na Błatniej
Pomidorowa wyczekiwana od Rycerzowej
Schronisko PTTK na Błatniej

Błatnia, 917 m n.p.m., Beskid Śląski

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Kategorie